W tym roku Ramadan już się skończył, a niedługo po nim przyszła Wielkanoc. Bez nakładania się świąt czy religijnego chaosu w kalendarzu, ale nadal z tym samym pytaniem, które słyszę od lat: jak to jest żyć w związku, gdzie są dwa światy, gdzie jedna osoba pości w Ramadanie, a druga idzie ze święconką? A tuż obok tego, nie rzadziej podnoszona kwestia – czy w Maroku można świętować Wielkanoc, jeśli tak to jak ona wygląda.
~ słowem wstępu
Podzielę się z Tobą swoją historią i doświadczeniem. Jeśli jesteś tu chwilę, to wiesz, że jesteśmy mieszanką. Kulturową, religijną i życiową. Mój mąż to praktykujący muzułmanin, a ja jestem katoliczką (tak, dokładnie, nie konwertowałam po ślubie). I nie, to nie jest historia o tym, że wszystko zawsze idealnie się zgadza. Bo się nie zgadza, ale mimo tego DZIAŁA. Gdzieś pomiędzy Ramadanem a Wielkanocą, między postem a świętowaniem, znaleźliśmy własny sposób na bycie razem.
Kilka lat temu postanowiliśmy wspólnie spędzać Ramadan w Maroku, akurat gdy zbiegiem okoliczności, dwa ruchome w kalendarzu święta znów spotkały się ze sobą. Mianowicie, podczas świętego dla muzułmanów miesiąca wypadła także Wielkanoc. I powiem Ci, że nigdy nie zapomnę przeżywania tego wyjątkowego dla chrześcijan czasu właśnie tam.
Czy w Maroku można obchodzić Wielkanoc?
Krótka odpowiedź brzmi tak. Tutaj jednak pojawia się duże ale. Bo świętowanie to wygląda nieco inaczej niż to do jakiego przywykliśmy w Polsce. Niemniej, myślę, że choć raz warto je przeżyć.

*o tym kim dla muzułmanów jest Jezus przeczytasz we wpisie – ważny dla chrześcijan i prorok w islamie
To zacznijmy od początku. Maroko to kraj muzułmański, w którym islam jest religią państwową. Co za tym idzie, całe życie społeczne, kalendarz świąt, rytm dnia – wszystko jest podporządkowane tej religii. Dlatego podczas ramadanu i wyjątkowych dni dla muzułmanów mamy inne godziny otwarcia sklepów, funkcjonowanie restauracji, a nawet energię miast. Nie ma tu wielu wielkanocnych dekoracji w sklepach, świątecznych reklam z zajączkiem i kolorowanymi pisankami. Również nie ma wolnych dni od pracy z okazji Wielkanocy. Gdy jesteś tu jako turysta/ka, zupełnie nie odczujesz atmosfery przygotować do Drogi Krzyżowej czy Zmartwychwstania Chrystusa.
Ale sam fakt podporządkowania islamowi nie znaczy, że inne religie nie istnieją!
W Maroku żyją chrześcijanie. Są to głównie obcokrajowcy, ale także osoby pochodzące z krajów Afryki Subsaharyjskiej, gdzie chrześcijaństwo jest bardzo obecne. Również dyplomaci, pracownicy międzynarodowych firm oraz studenci. To właśnie oni tworzą lokalne wspólnoty i obchodzą katolickie święta.
Dla wielu osób to pierwszy moment zdziwienia. A gdy przechodzą dalej to pojawia się pytanie gdzie zatem marokańscy chrześcijanie świętują – czy w Maroku są kościoły?
~ ciche ślady innej historii
A są. I choć nie rzucają się w oczy tak jak meczety, stanowią bardzo ciekawy i moim zdaniem, często pomijany element krajobrazu tego kraju. Zaś sama ich obecność też bywa nie przypadkowa.
Większość z nich powstała w pierwszej połowie XX wieku, w czasach, gdy Maroko znajdowało się pod wpływami europejskimi (głównie francuskimi i hiszpańskimi). To wtedy do kraju przyjechały tysiące Europejczyków – urzędników, żołnierzy, przedsiębiorców. Potrzebowali oni swoich miejsc kultu, więc w największych miastach zaczęły powstawać kościoły. Do dziś można je znaleźć w takich miastach jak Casablanca, Rabat, Marrakesz czy Tanger. Po odzyskaniu niepodległości w 1956 roku większość Europejczyków opuściła Maroko, ale ich świątynie pozostały i dziś funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości.

Niektóre z nich nadal pełnią funkcje religijne. Inne zmieniły swoje przeznaczenie. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów jest Kościół Sacré-Cœur w Casablance. Monumentalna budowla, która dziś nie jest już kościołem w tradycyjnym sensie, a raczej przestrzenią kulturalną i symbolem epoki kolonialnej. Z kolei Katedra św. Piotra w Rabacie nadal pozostaje ważnym centrum życia katolickiego w kraju.

Dziś kościoły w Maroku są znacznie mniej widoczne niż meczety. Nie wyznaczają rytmu dnia, nie dominują w przestrzeni publicznej ani nie są częścią codziennego życia większości mieszkańców. Istnieją w cieniu. I właśnie w tych miejscach, często cichych i niepozornych, toczy się życie religijne chrześcijan w Maroku. To tam spotykają się na modlitwie, obchodzą swoje święta. Mimo że otacza ich zupełnie inny świat, to odnajdują kawałek swojej duchowej rzeczywistości.
~ mój kościół
Ja ten fragment intymności religijnej w inności doświadczam najczęściej chodząc do kościoła w Agadirze. To takie miejsce, które zyskało specjalne miejsce w moim sercu te kilka lat temu, jak podczas Ramadanu spędzanego w Maroku, wypadła właśnie Wielkanoc. To ten kościół pokazywałam Ci swego czasu na instagramie:
Można tam pójść na mszę, a czasami prowadzi ją nawet polski ksiądz i niektóre czytania też są w naszym ojczystym języku. Co więcej, podczas nabożeństw śpiewa chór gospel, który tworzy niesamowitą, bardzo emocjonalną atmosferę. To z pewnością nie jest „typowa” msza, jaką znamy z Polski. Nikt nie przychodzi z przyzwyczajenia, choć tak, ludzie lubią się tu wystroić.
~ między prawem a codziennością
Rozmawiając jednak o innych wyznaniach w Maroku, nie sposób pominąć ważnej kwestii – jaką jest lokalne prawo. Maroko często przedstawiane jest jako kraj otwarty i tolerancyjny religijnie. Nawet ja tak o nim piszę i naprawdę jest w tym sporo prawdy. Jednak warto zrozumieć, jak ta wolność wygląda w praktyce.
Oficjalnie państwo gwarantuje swobodę wyznania, szczególnie dla obcokrajowców. Można chodzić do kościoła, uczestniczyć w nabożeństwach, obchodzić swoje święta. Nikt nie zabroni Ci pójść na mszę czy modlić się w swoim domu. Jednocześnie islam pozostaje religią państwową i jest silnie obecny w przestrzeni publicznej oraz życiu społecznym. Inne religie funkcjonują raczej obok niż w środku tej rzeczywistości. Gdzieś na uboczu, tak jakby na granicy pomiędzy. Nie zobaczysz więc publicznych obchodów chrześcijańskich świąt, wydarzeń związanych z Wielkanocą czy dekoracji (chyba, że tak jak w przypadku Bożego Narodzenia, zrobi się ją specjalnie dla turystów w hotelach lub knajpach).
Co więcej, prawo jasno zabrania prób nawracania muzułmanów, a zmiana religii przez Marokańczyków jest tematem bardzo wrażliwym – nawet nie tyle prawnie, co społecznie, wiąże się nawet z wyrzuceniem ze wspólnoty.
To wszystko sprawia, że religia w Maroku ma swoje wyraźne granice. Jest przestrzeń na praktykowanie, ale głównie w sferze prywatnej lub wewnątrz wspólnot. I właśnie w tym kontekście Wielkanoc nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie ma tu stołu uginającego się od jedzenia, koszyczka ze święconką ani rodzinnego śniadania, który od dziecka kojarzył mi się z tym czasem. Zamiast tego pojawia się więcej ciszy. Bo kiedy nikt wokół nie przypomina Ci o świętach, przestrzeń publiczna żyje zupełnie innym rytmem, nagle okazuje się, że to od Ciebie zależy, czy i jak je przeżyjesz. I właśnie wtedy Wielkanoc przestaje być czymś oczywistym, a staje się czymś, co tworzysz sama, świadomie i od zera po swojemu.
~ wszystko z szacunkiem
W tym naszym domu święta też zawsze są trochę inne. Mój mąż nie obchodzi Wielkanocy, tak jak ja nie obchodzę Ramadanu w religijnym sensie. A jednak w pewien sposób jesteśmy obecni w tych momentach w życiu drugiej osoby. Czasem oznacza to rozmowy, czasem zwykłą ciekawość. Może po prostu cichy szacunek dla tego, co dla kogoś ważne. Z czasem zrozumiałam, że życie między dwiema religiami nie polega na tym, żeby wszystko się zgadzało. Nie chodzi o to, żeby nagle myśleć tak samo albo przeżywać świat w identyczny sposób. Chodzi raczej o to, żeby umieć zrobić miejsce na różnice i mimo nich nadal (w jakiś sposób) wybierać siebie.

I dokładnie tak samo jest z Wielkanocą w Maroku. Czy da się ją tu obchodzić? Tak, ale nie w taki sposób, do jakiego przywykliśmy. To nie są święta, które dzieją się wokół Ciebie. One nie przychodzą z zewnątrz. W Maroku trzeba je stworzyć samemu w swojej przestrzeni, na swoich zasadach, często bardziej w sercu niż na zewnątrz. Może właśnie dlatego mają tu taki niepowtarzalny wymiar? Cichszy, bardziej osobisty, w którym ja zdecydowanie bardziej się odnalazłam.
