Gdy myślisz o kuchni Maroka, Twoje pierwsze skojarzenie to prawdopodobnie stożkowaty garnek, w którym wolno gotuje się aromatyczny kurczak. I słusznie! Tajine to niekwestionowany król marokańskich stołów, a jego zapach unosi się od Tangeru po Agadir. Jednak ograniczanie kulinarnej przygody w tym kraju wyłącznie do tajine to jeden z największych błędów, jaki popełnia wielu turystów. Kuchnia marokańska to fascynująca, wielowarstwowa fuzja aromatów. To świat, w którym słone miesza się ze słodkim, uliczny street food bije na głowę wykwintne restauracje, a niepozorne budki na soukach skrywają smaki, które zapamiętasz na całe życie. Jeśli chcesz poznać Maroko od kuchni i jeść jak lokalsi, porzuć na chwilę oczekiwania i daj się porwać kulinarnemu szaleństwu.

~ całkiem inny comfort food

Zanim całkowicie porzucisz gliniany stożek na rzecz ulicznych straganów, pamiętaj o jednym – tradycyjny marokański tajine, o którym napisałam osobny przewodnik, to absolutna podstawa lokalnej kuchni. Będziesz go jeść często, gęsto i w różnych konfiguracjach, bo to esencja tutejszego gotowania.

Kiedy jednak poczujesz, że pora na kulinarną odmianę, musisz wiedzieć, że najlepsze jedzenie w Maroku rzadko znajduje się w turystycznym menu. Najbardziej autentycznych smaków doświadczysz tam, gdzie kłębią się tłumy lokalsów, panuje pozorny chaos, a kucharz potrafi serwować tylko jedną, konkretną potrawę od trzydziestu lat.

Nie bój się siadać na plastikowych krzesłach w bocznych uliczkach i nie rezygnuj z jedzenia na targowiskach – to właśnie tam bije kulinarne serce tego kraju!

Poniżej zebrałam dla Ciebie potrawy, które pozwolą Ci wyjść poza bezpieczną strefę i poczuć Maroko wszystkimi zmysłami. Nie chcę nawet słyszeć, że Maroko to tylko tajine, a kuchnia tutaj jest mdła i można się przejeść po kilku dniach. Oto kulinarna check-lista na Twój wyjazd, byś naprawdę spróbował tutejszych smaków.

1. Msemmen i Rfissa – od śniadaniowego klasyka do obiadowej rewolucji

Jeśli zapytasz Marokańczyka o jego ukochane smaki dzieciństwa, na liście na pewno pojawią się te dwie pozycje, które są ze sobą nierozerwalnie połączone. Msemmen to kwadratowe, wielowarstwowe naleśniki o specyficznej, lekko gumowatej i maślanej strukturze, smażone na wielkich, płaskich płytach. Rano i wieczorem kupisz je na każdym rogu za grosze – genialnie smakują z miodem, dżemem lub serkiem topionym.

Gdy jednak te same naleśniki porwie się na drobne kawałki i zaliczy do bazy obiadowej, powstaje Rfissa. Absolutna perełka marokańskiego comfort food. To danie rzadko widuje się w turystycznych restauracjach. Rozszarpany msemmen ląduje w głębokim talerzu, a następnie zostaje obficie zalany esencjonalnym, wrzącym bulionem z kurczaka, soczewicy i kozieradki, przyprawionym potężną dawką mieszanki Ras el Hanout. Danie jest niezwykle sycące, lekko pikantne i ma unikalną, miękką teksturę. Prawdziwa eksplozja smaku dla kogoś, kto chce zjeść dokładnie to, co Marokańczycy jedzą w swoich domach.

2. Pastilla (Bastilla) – słodko-wytrawne arcydzieło

To danie, które funduje mały rollercoaster polskiemu podniebieniu i doskonale pokazuje andaluzyjskie wpływy w Maroku. Wyobraź sobie ultracienkie, chrupiące ciasto warka (bardzo podobne do ciasta filo), które w środku skrywa rwane, delikatne mięso drobiowe (tradycyjnie to danie było przygotowywane z gołębia, dziś najczęściej spotykamy wersję z kurczaka) duszone z cebulą, jajkiem i szafranem, przekładane chrupiącymi, prażonymi migdałami.

Gdzie haczyk? Wierzch tego maślanego, mięsnego ciasta jest… obficie posypany cukrem pudrem i cynamonem. Pierwszy kęs bywa szokiem, ale połączenie słonego, intensywnego wnętrza ze słodką, korzenną i chrupiącą skorupką nieco uzależnia. Pastillę często podaje się na marokańskich weselach, ale bez problemu kupisz ją w mniejszych porcjach na souku i w lokalnych restauracjach.

3. Harira – podstawa marokańskiego ramadanu

Najpopularniejsza marokańska zupa, która jest absolutną świętością. Choć tradycyjnie przerywa się nią post w trakcie Ramadanu, na ulicach marokańskich miast bulgocze w wielkich garach przez cały rok. Harira jest gęsta, aksamitna i niesamowicie pożywna. Bazuje na pomidorach, soczewicy, ciecierzycy, kolendrze oraz kawałkach mięsa (wołowego lub baraniego), a całość zagęszcza się odrobiną mąki. Sekret udanej degustacji tkwi jednak w dodatkach. Lokalsi rzadko jedzą ją samą. Na stoliku obok miski zupy zawsze wylądują słodkie daktyle lub miodowo-sezamowe, chrupiące ciasteczka chebbakiya. Przegryzanie zupy głęboką słodyczą to lokalny rytuał, którego po prostu trzeba spróbować. A o mojej pierwszej degustacji napisałam we wpisie królowa marokańskich zup, gdzie znajdziesz również przepis z którego korzystamy w naszym domu.

4. Sfenj – marokański pączek z dziurką prosto z ognia

Uliczny klasyk, który najlepiej smakuje w chłodniejszy poranek lub późnym popołudniem, gdy Medyna budzi się do życia. Sfenj to marokańska odpowiedź na pączka. Drożdżowe ciasto, które mistrzowie street foodu formują palcami w charakterystyczną oponkę i wrzucają na głęboki, wrzący olej do wielkich, poczerniałych kotłów. Nie ma tu jednak w środku nadzienia, za to jest niesamowicie chrupiący z zewnątrz i ciągnący, taki puszysty w środku. Najlepiej smakuje parzący, trzymany w kawałku papieru, maczany w cukrze lub miodzie. Idealny, tani i niezwykle klimatyczny dodatek do porannej szklanki marokańskiej herbaty miętowej.

5. Brochettes – marokańskie szaszłyki z chmury dymu

Gdy wieczorem wejdziesz w labirynt uliczek Medyny i nagle zobaczysz gęstą chmurę dymu oraz poczujesz intensywny zapach pieczonego mięsa, to znak, że zbliżasz się do stoiska z brochettes. Marokańczycy są mistrzami grilla, a te małe szaszłyki to jeden z ich flagowych produktów. Do wyboru masz zazwyczaj indyka, wołowinę, kurczaka lub keftę (mielone, mocno doprawione mięso). Kawałki są małe, poprzekładane tłuszczem, który wytapia się na węglu drzewnym, dzięki czemu mięso pozostaje soczyste. Przed wrzuceniem na ruszt obtacza się je w kuminie, papryce i cebuli. Dostaniesz je najczęściej wciśnięte w rozcięty, świeży chlebek khobz z odrobiną sosu pomidorowego. To prosty, genialny i tani obiad w biegu.

6. Portowe sardynki i ryby z grilla – duma marokańskiego wybrzeża

Mało kto wie, że Maroko jest największym na świecie eksporterem sardynek, a kultura jedzenia ryb na wybrzeżu (szczególnie w Essaouirze, Agadirze czy Safi) to zupełnie inny wymiar kulinarnych doznań. Jeśli podczas swojej podróży planujesz wyskok nad ocean, zapomnij na chwilę o mięsie i ruszaj prosto w stronę portu.

Lokalnym hitem są sardynki nadziewane marynatą chermoula (miks świeżej kolendry, pietruszki, czosnku, kuminu, oliwy i soku z cytryny), które następnie obtacza się w mące i smaży na głębokim oleju lub rzuca na wielki ruszt z węglowym żarem. Rybki są małe, chrupiące, tłuściutkie i podaje się je całymi stosami na papierowych talerzach, skropione jedynie cytryną. W portowych garkuchniach i na targach rybnych zamawia się je na wagę. Towarzyszy im zazwyczaj świeży chleb, prosta sałatka z pomidorów i cebuli oraz obowiązkowo szklanka gorącej, miętowej herbaty, która idealnie przełamuje tłusty smak ryby. To kwintesencja marokańskiego wybrzeża!

7. Briouats – chrupiące trójkąciki na jeden kęs

Marokańska odpowiedź na azjatyckie samosy. Briouats to małe, chrupiące pierożki robione z ciasta warka, które składa się w charakterystyczne, idealne trójkąty, a następnie smaży na złoty kolor lub piecze. To genialna przekąska w trakcie zwiedzania, bo występują w dwóch skrajnych wersjach. Wytrawne są nadziewane mielonym mięsem, kurczakiem z cytryną, ryżem, a czasem nawet rybami i owocami morza (popularne na wybrzeżu). Wersja słodka skrywa w sobie gęstą pastę migdałową z wodą z kwiatów pomarańczy, a po usmażeniu jest dodatkowo kąpana w miodzie. Idealne do schowania do plecaka na czarną godzinę.

8. Zaaza (Zaezae) – król marokańskich deserów

Jeśli po całym dniu chodzenia po targu poczujesz spadek energii, nie szukaj kawiarni z europejskimi ciastami. Szukaj szyldu z napisem Za3za3. To marokański król deserów, który wizualnie przypomina małe dzieło sztuki i jest prawdziwą bombą kaloryczną. Podstawą jest gęsty koktajl z awokado zmiksowanego z bananem i mlekiem. Następnie boki szklanki oblewa się syropem czekoladowym lub karmelowym, a na wierzch trafia potężna porcja dodatków. Kawałki owoców, bakalie (orzechy, migdały, daktyle, rodzynki), a na samym szczycie… kruszone ciasteczka (często Oreo lub KitKat) albo bita śmietana. Je się to gęstą rurką i łyżeczką. Jeden taki deser spokojnie zastępuje drugie śniadanie i jest bardzo popularną przekąską na północy!

9. Loubia i Bissara – ukochane strączki

Kiedy masz ochotę na coś błyskawicznego, taniego i niesamowicie sycącego, a budki z grillowanym mięsem są jeszcze zamknięte, szukaj małych garkuchni z wielkimi garami. To tam królują dwa flagowe dania strączkowe Maroka: Loubia oraz Bissara.

Loubia to gęsty, pikantny gulasz z białej fasoli w pomidorowym sosie, mocno doprawiony czosnkiem, kuminem i imbirem. Bissara z kolei to aksamitna, gęsta zupa (lub wręcz purée) z łuskanego, suszonego bobu lub grochu. Podaje się ją z obfitą strużką lokalnej oliwy z oliwek, solidną szczyptą kuminu i ostrym chilli. Oba te dania je się bez użycia łyżki. Za sztućce służą Ci kawałki świeżego, chrupiącego chleba, którym zagarnia się potrawę prosto z miski. To najtańszy, najbardziej autentyczny i energetyczny posiłek, jaki możesz zjeść w Maroku.

10. Rogi Gazeli (Kaab el Ghazal) i marokańskie ciasteczka – nasz słodki finał

Marokańczycy kochają słodycze, a lokalne cukiernie (oraz piramidy ciastek usypane na straganach) wyglądają jak z bajki. Zapomnij jednak o ciężkich tortach z kremem. W Maroku króluje drobne, kruche ciasto, w którym pierwsze skrzypce grają migdały, miód, sezam i… woda z kwiatów pomarańczy. Absolutną ikoną i dumą narodową są Rogi Gazeli (Kaab el Ghazal). To małe, charakterystycznie wygięte ciasteczka z cieniutkiego, wręcz przezroczystego ciasta, wypełnione po brzegi gęstą, wilgotną masą z mielonych migdałów. Mają subtelny, cytrusowo-kwiatowy aromat i nie są przesadnie słodkie.

Jeśli jednak wolisz coś super słodkiego, spróbuj M’hancha (zwijane jak wąż ciasto z migdałami i miodem) lub Ghoriba – marokańskich, popękanych ciasteczek kokosowych lub sezamowych, które przypominają nasze makaroniki, ale są przyjemnie ciągnące w środku. To idealny, mały deser, który kupuje się na sztuki i zajada podczas spaceru.

~ smakuj Maroko poza turystycznym menu

Kuchnia marokańska to znacznie więcej niż tylko kultowy tajine. Jak widzisz, bez problemu możesz spędzić w tym kraju tydzień lub dwa, codziennie próbując zupełnie nowych potraw. Od chrupiącej, słodko-wytrawnej pastilli, przez genialne ryby prosto z portowego grilla, aż po uzależniające, migdałowe rogi gazeli. Jedzenie na własną rękę w Maroku to jedna z największych przyjemności tej podróży, o ile wiesz, gdzie szukać. Najlepsze smaki są często ukryte w niepozornych zaułkach Medyny, w miejscach bez wielkich szyldów, gdzie menu jest napisane tylko po arabsku lub francusku. Lub w ogóle go nie ma, bo odwiedzający go goście zamawiają od dekad jedno i to samo. Najważniejsze to porzucić strach, zejść z utartego szlaku i dać się ponieść lokalnym smakom!

~ a już niedługo…

Jeśli chcesz przenieść te smaki do własnej kuchni albo ruszyć śladem najlepszych garkuchni w Maroku, to niedługo na tej stronie pojawią się moje autorskie e-booki:

  • Kulinarne z przepisami kuchni marokańskiej – gdzie nauczę Cię, jak krok po kroku odtworzyć marokańskie smaki
  • Mini e-booki z gotowymi planami podróży – kompletne trasy dzień po dniu z mapą moich sprawdzonych, bezpiecznych knajpek oraz miejsc do odwiedzenia.

A teraz, może zdradzisz mi co Ty smakował*ś w Maroku ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *