Jeszcze kilka lat temu Taghazout było spokojną surferską wioską, o której mówiło się głównie wśród surferów i backpackerów. Dziś pełne jest coworków, influencerów i turystów z całego świata. Wracając tam w maju po dwóch latach, miałam wrażenie, że odwiedzam zupełnie inne miejsce. Co właściwie wydarzyło się w tej małej miejscowości na wybrzeżu Maroka – i czy nadal warto odwiedzić to miejsce ?

Pierwszy raz przyjechałam do Maroka w 2018 roku, ale do Taghazout trafiłam dopiero niespełna rok później. Dlaczego? Bo wtedy nie było tyle instagramowych rolek, poradników must visit in Morocco i ludzi lecących na workation. Pamiętam jak zabrał mnie tam mąż, chcąc pokazać spokojną miejscowość w której z kolegami surfował oraz łowił ryby. Chciał zabrać mnie z dala od zatłoczonego turystami Agadiru, do mekki surferów, w której wszystko wydawało się być trochę wolniejsze. Deski oparte o ściany hosteli, koty śpiące przy oceanicznych kawiarniach, zachody słońca oglądane bardziej przez ludzi niż przez telefony. W tym wpisie chcę spojrzeć na Taghazout trochę inaczej. Nie raz sama polecałam przyjazd do tego miejsca każdemu.. jednak tym razem poczytaj totalnie bez idealizowania, ale też bez narzekania. Bo prawda jest taka, że to miejsce nadal potrafi zachwycić. Tylko dziś wygląda już zupełnie inaczej niż kiedyś.

~ czym właściwie było?

Zanim Taghazout stało się jednym z najczęściej oznaczanych miejsc na marokańskim wybrzeżu, było po prostu małą rybacką wioską nad Atlantykiem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu życie toczyło się tu głównie wokół oceanu, ale nie w kontekście surfingu, tylko rybołówstwa. Niebieskie łodzie wyciągane na plażę, lokalni sprzedawcy ryb i kilka prostych domów rozciągniętych pomiędzy wzgórzami a oceanem tworzyły miejsce, które bardziej przypominało spokojny koniec świata niż popularny kierunek podróży (uff, jak dobrze, że to nadal tu istnieje).

Surfing pojawił się tutaj stosunkowo wcześnie, bo już w latach 60. i 70., kiedy zagraniczni surferzy zaczęli odkrywać marokańskie wybrzeże. Mówi się, że ogromny wpływ na rozpoznawalność tego regionu miały podróże australijskich i europejskich surferów, którzy szukali alternatywy dla zatłoczonych spotów w Europie. To właśnie wtedy zaczęły krążyć pierwsze opowieści o długich falach w okolicach Anchor Point – miejscu, które do dziś jest jednym z najbardziej znanych surf spotów w całym Maroku. Przez lata więc Taghazout funkcjonowało trochę obok mainstreamowej turystyki. Nie było luksusowych resortów, coworków ani kaw speciality na każdym rogu. Przyjeżdżało się tam głównie dla oceanu, prostego życia i atmosfery surferskiej społeczności. Wielu ludzi trafiało tam pocztą pantoflową. Od znajomego lub lokalnego surfera, z niszowych forów podróżniczych albo po prostu przypadkiem podczas podróży.

I właśnie ta niedostępność była częścią klimatu Taghazout. Samo dotarcie tam wyglądało inaczej niż dziś. Lotów do Maroka było mniej, transport pomiędzy miastami nie był tak rozwinięty, a wybrzeże na północ od Agadiru pozostawało dużo bardziej surowe i lokalne. Zmiany zaczęły przyspieszać stopniowo. Najpierw pojawiły się pierwsze surf campy. Potem hostele, małe restauracje i kawiarnie tworzone pod zagranicznych podróżników. W kolejnych latach Maroko zaczęło coraz mocniej inwestować w turystykę i infrastrukturę: nowe drogi, większa dostępność lotów do Agadiru, rozwój transportu i promocja regionu sprawiły, że wybrzeże stało się łatwiejsze do odkrycia niż kiedykolwiek wcześniej.

~ wtedy przyszedł influencing

A później przyszedł internet. Instagram, TikTok i era digital nomad lifestyle zrobiły resztę. Taghazout z miejsca znanego głównie surferom zaczęło pojawiać się w viralowych filmach o życiu nad oceanem, pracy z laptopem przy smoothie bowl i zachodach słońca oglądanych z rooftopów. I właśnie wtedy mała surferska wioska zaczęła zmieniać się w globalny kierunek podróży.

Przez długi czas Taghazout rozwijało się powoli i naturalnie. Nadal było bardziej surferską bazą niż turystycznym kierunkiem samym w sobie. Większość osób trafiała tam z polecenia albo podczas dłuższej podróży po Maroku. Nawet jeśli miejsce było znane w środowisku surferów, wciąż miało w sobie poczucie ucieczki od świata.. oh, jak ja kochałam ten stan.

Prawdziwa zmiana przyszła dopiero w ostatnich latach, kiedy zmienił się nie tylko sam region, ale też cały sposób podróżowania. W okolicy postawiono wiele hoteli olbrzymów, wybudowano nowe drogi, stworzone lepsze połączenia dojazdowe. A samo Maroko stało się dużo bardziej dostępne niż kiedyś. Pojawiło się więcej tanich połączeń lotniczych do Agadiru, rozbudowano transport pomiędzy miastami, a miejsca na wybrzeżu, które dawniej wydawały się odległe, dziś są częścią gotowych planów podróży i rolek typu 7 days in Morocco. Naturalnie więc, razem z tym przyszła nowa fala turystyki. Nie tylko surferskiej.

Taghazout zaczęło przyciągać osoby pracujące zdalnie, twórców internetowych, ludzi szukających tego cudownego slow life, słońca zimą i życia bliżej oceanu. Z małej surferskiej miejscowości stało się częścią globalnego trendu lifestyle’owego. I to teraz widać tak naprawdę mocno. W ostatnich latach na potęgę pojawiły się nowe restauracje, konceptualne kawiarnie, coworki, boutique hostele i miejsca stworzone bardziej pod współczesnego podróżnika niż klasycznego backpackera. Wiele osób pokochało tę zmianę, bo Taghazout stało się wygodniejsze, bardziej komfortowe i łatwiejsze do życia niż dawniej. Ale razem z rozwojem zaczęło znikać też coś, czego nie da się odbudować nowymi inwestycjami – poczucie spontaniczności i surowości tego miejsca. Plus, sprzedawcy i inni usługodawcy z regionu zaczęli inaczej traktować lokalnych Marokańczyków, a inaczej turystów.. którym (niestety) pozwala się na dużo więcej, a także w stosunku do których jest się milszym (ze względu na pieniądze jakie zostawiają). Dziś zatem wszystko działa tu trochę inaczej niż kiedyś. Zachody słońca nadal są piękne, fale nadal przyciągają surferów, ale samo Taghazout stało się bardziej świadome swojej popularności. I chyba właśnie to czuć najbardziej po powrocie po kilku latach.

~ czy nadal warto ?

Czy Taghazout nie jest przypadkiem przereklamowane? To pytanie, które coraz częściej pojawia się w internecie. I szczerze? Odpowiedź zależy od tego, czego ktoś tu szuka.

Jeśli ktoś przyjedzie tu pierwszy raz, bardzo możliwe, że nadal się zachwyci. Bo trudno odmówić Taghazout uroku. Ocean, klimat surf town, słońce praktycznie cały rok i luźna atmosfera nadal robią swoje. Moja mama kocha to miejsce. Dla wielu osób to idealne miejsce na pierwszy kontakt z surfingiem albo spokojniejszy rytm życia niż w europejskich miastach. Problem zaczyna się głównie wtedy, gdy wracasz po latach i znasz to co tu było kiedyś. Bo nagle orientujesz się, że miejsca, które pamiętało się jako lokalne i trochę niedoskonałe, dziś wyglądają jak gotowe pod Pinterest i Tik Toka. Że coraz więcej osób przyjeżdża bardziej dla estetyki samego Taghazout niż dla Maroka. Że łatwiej znaleźć smoothie bowl niż lokalne śniadanie, a w karcie menu spokojnie kupi się alkohol który jest towarem nieco zakazanym dla Marokańczyków.

I to nie jest krytyka samych turystów. Raczej naturalny efekt popularności jakieś miejsca, które nagle przechodzi swój rozkwit. Tak wygląda dziś wiele miejsc na świecie, które internet zamienił w tak zwane dream destination. Najpierw odkrywają je podróżnicy. Potem influencerzy. A później pojawiają się tłumy ludzi próbujących znaleźć dokładnie ten sam klimat, który zniknął właśnie przez tę budowaną stopniowo popularność. Myślę jednak, że warto być ostrożnym w nazywaniu tego miejsca przereklamowanym. Ono jest po prostu inne, niż wiele osób sobie wyobraża. Szczególnie jeśli jadą tam z wizją ukrytej surferskiej wioski sprzed dekady. Bo prawda jest taka, że Taghazout nie jest już hidden gem, żadną ukrytą perełką. I chyba właśnie dlatego tyle osób zaczęło szukać dziś spokojniejszych alternatyw, jak Imsouane, Tamraght czy mniej popularne fragmenty marokańskiego wybrzeża.

~ dla kogo nadal idealne

Mimo zmian, Taghazout nadal ma swój klimat nie do podrobienia. Może teraz bardziej jak takie marokańskie Mielno, aniżeli ukryty skarb, dziś trafia do trochę innego typu podróżnika niż kiedyś. To jednak nadal świetne miejsce dla osób, które chcą zacząć surfing, szukają słońca zimą i lubią luźny beach vibe. Na plaży spokojnie można tutaj nosić bikini, a na wybrzeżu znajdzie się wiele guest housów, w których można popracować zdalnie z widokiem na ocean. Zatem jeśli nie chcesz czuć typowego marokańskiego tradycyjnego klimatu, ale już nieco nowoczesne jego oblicze i chceszpołączyć Maroko z komfortowym stylem podróżowania to zaprasza. Spodoba Ci się tu!

Dużym plusem jest też infrastruktura. Dla wielu osób to właśnie idealny balans pomiędzy lokalnym klimatem a wygodą. Taghazout sprawdzi się też, jeśli jedziesz do Maroka pierwszy raz. Jest stosunkowo spokojne, łatwe logistycznie i dość międzynarodowe, więc wiele osób czuje się tu po prostu komfortowo. Ale jeśli ktoś szuka pustych plaż, totalnego spokoju i surferskiej wioski sprzed lat, możesz się rozczarować. W takim przypadku lepiej spojrzeć w stronę miejsc takich jak Sidi Kaouki, Aourir czy mniej znanych fragmentów marokańskiego wybrzeża.

Może problem nie polega na tym, że Taghazout się zmieniło. Może po prostu internet sprawił, że żadne piękne miejsce nie pozostaje ukryte na długo.

I choć Taghazout już wtedy było znane w świecie surferów, nadal miało w sobie coś nieoczywistego. Nie trafiało tam przypadkiem aż tyle osób. Maroko samo w sobie, mam wrażenie, że nie było jeszcze tak łatwo dostępne jak dziś. Dopiero po pandemii nadszedł stopniowo jego bum. A wcześniej było mniej lotów i połączeń, mniej treści w social mediach pokazujących dokładnie gdzie pojechać, spać czy zrobić „to ładne zdjęcie na pokaz”. Wracając tam teraz, miałam wrażenie, że miejsce zmieniło się bardziej, niż się spodziewałam. Nie chodzi nawet o nowe hotele czy większą liczbę kawiarni lub ich bardziej nowoczesne wnętrza czy menu typowo turystyczne (nawet z serwowanym alkoholem). Zmieniła się energia tego miejsca. Taghazout z surferskiej wioski stało się pełnoprawnym punktem na mapie globalnego travel internetu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *