W Maroku mówi się, że kiedy rodzi się dziecko, rodzi się też nowa matka. A żadna z nich nie zostaje pozostawiona sama sobie. Wyobraź sobie dom, w którym przez progi nieustannie przelewają się ciotki, kuzynki i sąsiadki. W kuchni od świtu bulgocze aromatyczna rfissa, w powietrzu unosi się zapach palonego drewna i świeżej mięty, a jedynym zadaniem młodej mamy jest po prostu być. Dla siebie i dla swojego maleństwa.
Zanim jednak wejdziemy w głąb tego fascynującego świata pełnego henny i wspólnego świętowania, musimy cofnąć się o krok. W marokańskiej kulturze fundament pod tę kobiecą wioskę kładzie się znacznie wcześniej – już w momencie zaślubin i pierwszych wieści o błogosławionym stanie.
~ małżeństwo, baraka i oczekiwanie na cud
W Maroku rodzina to absolutne centrum wszechświata. Jak pisałam we wcześniejszym artykule o tradycjach zawierania małżeństwa i budowaniu marokańskiego domu, dzieci nie są tu postrzegane jedynie jako kolejny etap życia, ale jako baraka – namacalne błogosławieństwo od Boga, które spływa na całą społeczność.

Ciąża w Maroku to czas szczególnego przyzwolenia na bycie zaopiekowaną. Istnieje tu piękne (i bardzo praktyczne!) przekonanie o al-waham. To zachciankach ciężarnej, których nie wolno ignorować. Jeśli przyszła mama poczuje zapach pieczonego mięsa u sąsiada, sąsiad ma obowiązek się z nią podzielić. A jeśli w środku nocy będzie miała ochotę na lody lub ciasto, jej partner musi być przygotowany na bieg do miasta. Dlaczego? Bo dbanie o dobrostan kobiety w ciąży to dbanie o przyszłe pokolenie. To okres, w którym kobieta powoli wycofuje się z ciężkich prac, przygotowując swoje ciało i ducha na wielki finał, jakim jest poród. Jednak to, co dzieje się po narodzinach, to prawdziwy fenomen społeczny. To moment, w którym teoretyczne pojęcie „wioski” staje się namacalną, codzienną praktyką. Zapraszam Cię zatem w podróż przez pierwsze 40 dni marokańskiego macierzyństwa. Przez czas, w którym tradycja, miłość i kobieca solidarność tworzą najbezpieczniejszy kokon na świecie.
~ kobieca wioska trzyma stery, kiedy Ty odpoczywasz
W zachodnim świecie często słyszymy pytanie: „Jak radzisz sobie sama z dzieckiem?”. W Maroku to pytanie właściwie nie istnieje, bo nikt nie zakłada, że młoda mama powinna być sama. Tutaj wioska to nie jest wyświechtany frazes z poradników parentingowych tylko sprawnie działająca machina, napędzana kobiecą solidarnością.
Gdy tylko noworodek pojawia się na świecie, w domu młodych rodziców następuje ciche, ale zdecydowane przejęcie władzy. Dowodzenie obejmuje zazwyczaj Lwalida (matka młodej mamy) lub teściowa, wspierana przez siostry, ciotki i kuzynki.
Twoje ręce są dla dziecka, a ich ręce są dla domu. Ty karmisz, przewijasz, kulasz i lulasz się z maleństwem w pościeli gdy płacze. Dochodzisz do siebie, a one zajmują się resztą. Kuchnia tętni życiem, pralka pracuje na pełnych obrotach, a starsze dzieci (jeśli są) przechodzą pod opiekę cioci. W marokańskiej tradycji wierzy się, że emocje matki przechodzą na dziecko. Dlatego wioska pełni rolę strażniczki spokoju i filtruje to do dociera do Ciebie. Problemy i stresy dnia codziennego nie mogą się przedrzeć, bo to czas na regenerację i nową energię. To również czas, kiedy bezcenna wiedza o tym, jak masować brzuszek, wiązać chustę czy dbać o maleństwo, przechodzi z pokolenia na pokolenie. Tutaj nie potrzeba poradników, gdy obok Ciebie siedzą kobiety, które wychowały po kilka swoim dzieci i najczęściej w małym palcu mają naturalne metody pielęgnacji.
To, co najbardziej uderzyło mnie w tej marokańskiej strukturze, to brak oceny. Nikt nie patrzy na Ciebie krzywo, że o 12:00 wciąż jesteś w piżamie. Wręcz przeciwnie, jeśli za wcześnie wstaniesz i będziesz chciała wyjść z pokoju by ogarnąć dom, zostaniesz srogo upomniana i zapędzona z powrotem do łóżka. Ta bezwarunkowa pomoc eliminuje jedno z najtrudniejszych doświadczeń współczesnego macierzyństwa: izolację i poczucie przytłoczenia. Może w jakiś sposób też jest lekarstwem na depresję poporodową i wielkie zderzenie się z tym nowym światem “matki”. W Maroku kobieta w połogu jest traktowana niemal jak królowa. Nie po to, by ją rozpieścić, ale by dać jej fundamenty pod zdrową, spokojną relację z dzieckiem i odbudowę relacji z własnym ciałem. To inwestycja w zdrowie psychiczne całej rodziny, która zwraca się z nawiązką.
~ są tu cienie i blaski wioski
Choć obraz tętniącego życiem domu jest w Maroku standardem, nowoczesność wprowadza tu swoje poprawki. Coraz częściej młode małżeństwa przenoszą się za pracą do dużych miast, takich jak Casablanca czy Rabat, zostawiając rodzinne strony na południu czy w górach Atlasu. W takich sytuacjach logistyka kobiecej wioski staje się wyzwaniem. Często matka lub teściowa przyjeżdżają wtedy na całe tygodnie, by zamieszkać z młodymi, ale zdarza się (choć bardzo rzadko) że mama zostaje sama z wyzwaniami codzienności. To dla Marokanek sytuacja wyjątkowo trudna, bo kulturowo nie są przyzwyczajone do macierzyńskiego pustelnictwa. Zdarza się również, że to matka tuż przed porodem wraca do rodzinnego domu, gdzie spędzić swoje kolejne kilkadziesiąt dni.
Warto też spojrzeć na tę „wioskę” z naszej, zachodniej perspektywy. Dla Europejki wizja rodziny, która wparowuje do domu, przejmuje kuchnię i decyduje o tym, co będziesz jadła, może brzmieć jak naruszenie prywatności i zamach na autonomię. My cenimy sobie ciszę i czas sam na sam z partnerem. W Maroku jednak granice prywatności są przesunięte. Tutaj miłość wyraża się poprzez obecność i karmienie. To, co my mogłybyśmy odebrać jako wścibstwo, dla Marokanki jest najwyższym dowodem troski. Tam nikt nie czeka na oficjalne zaproszenie. Po prostu się przychodzi, bo wiadomo, że nowa mama potrzebuje wsparcia. To lekcja puszczania kontroli, która dla nas bywa trudna, ale w zamian daje poczucie, że świat nie spoczywa tylko na Twoich barkach.
~ magiczne 40 dni, w których czas zwalnia
Kiedy już zrozumiemy, kto zarządza domem, pora przyjrzeć się temu, co dzieje się z samą mamą. Słowem kluczem jest tutaj Nifas. To tradycyjny, wywodzący się z religii i medycyny ludowej okres 40 dni po porodzie, który w Maroku traktuje się z niemal mistycznym szacunkiem.
Dlaczego akurat 40? Wierzy się, że właśnie tyle czasu potrzebuje ciało kobiety, by zamknąć się po porodzie, a dusza dziecka, by w pełni zadomowić się w naszym świecie. W tym czasie mama jest objęta specjalnym statusem. Przez pierwsze tygodnie unika się dalekich podróży czy hucznych wyjść. Mama ma przebywać w ciepłe, dosłownie i w przenośni. Zgodnie z marokańską kulturą, pełną subtelnych rytuałów, wioska zapewnia wtedy największą ochronę przed złym okiem. Często bowiem wierzy się, że młoda mama i noworodek są w stanie energetycznego otwarcia, który sprowadza negatywną energię z zewnątrz (która może zaszkodzić całej rodzinie). Podobnie jest z zimnem. To jeden z największym wrogów kobiety w połogu. Dlatego, bez względu na temperaturę na zewnątrz, mama pije rozgrzewające napary, nosi skarpetki, owija brzuch specjalnym pasem. Ma on pomóc organom wrócić na swoje miejsce. Nifas to czas, w którym nie liczy się wydajność, a regeneracja. To okres, w którym każda Twoja potrzeba, od masażu stóp po dodatkową porcję ciepłej zupy, jest traktowana priorytetowo przez otaczające Cię kobiety.
~ dieta, która leczy
A jak już w temacie jedzenia jesteśmy, to jeśli zapytasz Marokańczyka, co powinna jeść kobieta po porodzie, odpowiedź będzie jedna i natychmiastowa – Rfissa. To danie niemal jak symbol, bez którego marokański połóg właściwie nie istnieje. Rfissa bowiem to nie jest zwykły obiad, raczej starannie przemyślana bomba witaminowa i laktacyjna. Składa się z drobno rwanego ciasta (msemmen lub trid), duszonego kurczaka, dużej ilości cebuli oraz soczewicy.

Jej sekret tkwi w dodatkach. Absolutną podstawą jest fenkuł, czyli kozieradka. Choć jej zapach jest intensywny i przenika nawet przez skórę, Marokanki wiedzą, że nic tak nie rozkręca laktacji i nie wzmacnia organizmu jak kozieradka. Tuż obok niej, w diecie młodej mamy, znajdują się potrawy z legendarną mieszanką ras el hanout. To kilkadziesiąt przypraw, które mają właściwości rozgrzewające, co idealnie wpisuje się w filozofię ochrony przed zimnem. Przez pierwsze dni pije się też ogromne ilości hariry (pożywnej zupy z ciecierzycą, soczewicą i pomidorami) oraz hsoua (delikatnej zupy z kaszy jęczmiennej z mlekiem, anyżem i oliwą z oliwek), która jest łagodna dla układu trawiennego. Do dań dodaje się również smen, czyli tradycyjne masło klarowane o specyficznym i mocnym aromacie. Zaś do picia serwuje się napary z ziół, które mają pomóc macicy w obkurczaniu się. Cukier w herbacie miętowej ustępuje miejsca miodowi i ziołom, które mają realne działanie lecznicze. W Maroku jedzenie w połogu nie ma wyglądać na Instagramie. Ma odbudowywać krew, dawać siłę do karmienia piersią i sprawiać, by młoda mama czuła, jak życie powoli wraca do jej ciała.
Ciekawostka: W Maroku wierzy się, że zapach kozieradki (fenkułu) wydzielany przez skórę matki jest sygnałem dla otoczenia, że ta kobieta jest w okresie Nifas i należy jej się szczególna opieka oraz szacunek.
~ dzień, w którym świat poznaje Twoje dziecko
Jeśli myślałaś, że pierwsze dni były intensywne, siódmy dzień po narodzinach, zwany Sboue lub Aqiqah, całkowicie zrewiduje to pojęcie. To najważniejsza uroczystość w kalendarzu młodego rodzica, odpowiednik naszego hucznego przyjęcia z okazji chrztu, ale z typowo marokańskim rozmachem. Wtedy odbywa się rytuał nadania imienia.
Tradycja Aqiqah wywodzi się z Sunny i wiąże się z ubojem baranka (jednego dla dziewczynki, dwóch dla chłopca). Mięso z tego daru dzieli się na trzy części: dla rodziny, dla przyjaciół i (co niezwykle ważne) dla potrzebujących. To piękny gest wdzięczności za nowe życie i sposób na to, by radość rodziców nakarmiła też tych, którzy mają mniej. Zanim jednak goście przekroczą próg, noworodek i mama przechodzą serię zabiegów, które mają zapewnić dziecku zdrowie i ochronę. Król dla maluszka i pierwsze postrzyżyny (golenie). Choć dla nas może być to dziwne, noworodkowi (niezależnie od płci) nakłada się na powieki odrobinę naturalnego kholu. Wierzy się, że wzmacnia on wzrok i chroni przed złym spojrzeniem. A także w tym dniu ścina się włosy dziecka. Ma to wymiar higieniczny i duchowy – to odcięcie tego co stare i powitanie nowej duszy.
Ta impreza to także festiwal kolorów i wielka uczta. Mama po raz pierwszy od porodu zakłada zazwyczaj strojne, bogato zdobione Takchita lub Kaftan. Mimo że wciąż jest w połogu, w tym dniu lśni. Goście przynoszą prezenty, zazwyczaj to głównie ubranka i biżuteria, a dom wypełnia się tacami pełnymi ciasteczek migdałowych, daktyli faszerowanych orzechami i oczywiście litrami słodkiej herbaty. Po siedmiu dniach niemal intymnej izolacji, kobieta zostaje oficjalnie wprowadzona z powrotem do wspólnoty jako matka. To taki cichy sygnał: „Widzimy Cię, wspieramy Cię i świętujemy razem z Tobą Twój nowy status”.
~ co możemy zabrać z marokańskiej wioski do domu?
Zbliżając się do końca naszej podróży przez marokańską kobiecą wioskę, warto zadać sobie pytanie: czy to tylko egzotyczna ciekawostka, czy może realna lekcja dla nas, żyjących w kulturze samodzielności?
Marokańskie podejście do macierzyństwa uczy nas kilku fundamentalnych rzeczy, o których często zapominamy w pogoni za perfekcją. Po pierwsze to prawo do odpoczynku. Połóg to nie jest czas na powrót do formy sprzed ciąży, tylko na bycie blisko że swoim dzieckiem i budowanie więzi. Po drugie, miej odwagę prosić o pomoc. W Maroku jest ona naturalna jak oddech, podczas gdy u nas bywa odbierana jako porażka. I ostatnie, ciepło i karmienie, to najlepsi sojusznicy. Zamiast sałatek i zimnych przekąsek, postawmy na rozgrzewające zupy i dania jednogarnkowe (bardzo pożywne). Nasze kobiece ciała po porodzie potrzebują ognia, nie lodu.
- Odwaga w proszeniu o pomoc: W Maroku pomoc jest naturalna jak oddech. U nas proszenie o ugotowanie zupy bywa odbierane jako porażka. A gdybyśmy tak stworzyły własne, małe „wioski” wśród przyjaciółek?
- Ciepło i karmienie: Zamiast sałatek i zimnych przekąsek, postawmy na rozgrzewające zupy i dania jednogarnkowe. Nasze ciała po porodzie potrzebują ognia, nie lodu.
Jak dla mnie macierzyństwo w Maroku, ze wszystkimi swoimi tradycjami, przypomina nam o prostej prawdzie. Nikt nie został stworzony do tego, by wychowywać dziecko w izolacji. Potrzebujemy rąk, które nas nakarmią, uszu, które nas wysłuchają, i serc, które będą bić obok naszego w te pierwsze, najtrudniejsze i najpiękniejsze dni. Ja nawet nie wiedziałam, że przyniesienie talerza rfissy, wzięcie ode mnie nakarmionego maluszka na zabawę i słowa tylko leż, odpocznij i prześpij się – mogą zdziałać tak dużo. Mam nadzieję, że Ty też odnajdziesz swoją kobiecą wioskę!
